
PRO WATCHES na Polaris Cup 2025 – zegarki Formex w sercu ekstremalnych emocji
1 grudnia, 2025
Szybkie spojrzenie z Genewy. PRO WATCHES na Watches and Wonders 2026
16 kwietnia, 2026Niektóre spotkania branżowe mają charakter „odhaczenia obecności”. Są też takie, na które jedzie się z przekonaniem, że warto poświęcić czas. Mechelinki należą zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Górnośląski Oddział Miłośników Zegarów i Zegarków – nazywający siebie z przymrużeniem oka grupą pielgrzymkową – tym razem obrał kierunek północ. Kilkaset kilometrów, środek zimy i Bałtyk. Powód? Prosty. Bo można. I – co ważniejsze – bo są ludzie, z którymi warto usiąść i porozmawiać o zegarkach bez pośpiechu.
Na miejscu pojawiliśmy się również jako PRO WATCHES – nie tylko w roli obserwatorów. Przywieźliśmy ze sobą zegarki, które można było obejrzeć i przymierzyć, a także wzięliśmy udział w części merytorycznej wydarzenia. Tego typu spotkania mają sens wtedy, kiedy coś się do nich wnosi.

Przemyślana struktura i otwarta formuła
Spotkanie miało charakter otwarty – udział mogli wziąć nie tylko członkowie stowarzyszenia, ale również osoby z Trójmiasta i okolic. Taka formuła sprzyja naturalnemu rozwojowi środowiska i pozwala docierać do nowych odbiorców.
Agenda została przygotowana w sposób uporządkowany:
- trzy panele tematyczne,
- dyskusja branżowa,
- część wystawowa i networkingowa pomiędzy prelekcjami.
Bez nadmiaru elementów, z zachowaniem właściwych proporcji między teorią a praktyką.
Trzy prelekcje, trzy perspektywy
Część merytoryczną otworzył Radosław Rychel, podejmując temat rozmiaru kopert zegarków. „Rozmiar ma znaczenie” – to hasło wybrzmiało tu nieprzypadkowo. Prezentacja pokazała, jak na przestrzeni dekad zmieniały się proporcje zegarków oraz co realnie wpływało na te zmiany: technologia, moda i oczekiwania użytkowników. Temat prosty tylko z pozoru.
Kolejna prelekcja, prowadzona przez Pawła Biernackiego, dotyczyła rynku zegarkowego w Polsce. Bez uproszczeń i bez nadmiernego optymizmu. Polska przestaje być rynkiem marginalnym, ale wciąż jest rynkiem rozwijającym się. Coraz częściej pojawia się w planach producentów jako kierunek wzrostu, co wpisuje się w szerszy trend poszukiwania nowych rynków przez branżę zegarkową .
Trzecie wystąpienie należało do Pawła Kamińskiego i dotyczyło marki Venezianico. To przykład projektu, który w relatywnie krótkim czasie przeszedł drogę od microbrandu finansowanego społecznościowo do marki budującej własne zaplecze i tożsamość. Bez wieloletniej historii, ale z dobrze przemyślaną strategią.

Panel dyskusyjny z przedstawicielami polskim marek zegarkowych
Najbardziej praktycznym elementem spotkania była dyskusja z udziałem twórców polskich marek:
- Balticus,
- Krudo Kreatare,
- Nadir,
- oraz projekt rozwijany przez Remigiusza Pękałę.
Padły pytania, które realnie dotyczą branży:
- czy jest jeszcze miejsce na nowe marki,
- jak definiować „polskość” produktu,
- kto jest dziś klientem,
- jak wygląda sprzedaż,
- co jest najtrudniejsze na starcie i w dalszym rozwoju.
Odpowiedzi nie były jednowymiarowe. Z jednej strony widać przestrzeń dla nowych marek – szczególnie tych, które mają jasno określoną tożsamość i spójny produkt. Z drugiej strony rynek nie wybacza błędów. Wejście jest relatywnie łatwe, utrzymanie się – zdecydowanie trudniejsze.
Wyraźnie wybrzmiały problemy dystrybucji. Brak własnych kanałów sprzedaży, uzależnienie od partnerów, ograniczona skala działania – to elementy, które w praktyce hamują rozwój. Do tego dochodzi kwestia budowy zaufania. Klient coraz częściej jest świadomy i porównuje – nie tylko produkt, ale całą markę.
Ciekawym wątkiem była również „polskość”. Dla jednych stanowi wartość dodaną, dla innych jest etykietą, która na rynkach zagranicznych może być neutralna albo wręcz niezrozumiała. Wniosek jest prosty – sama narracja nie wystarczy. Za nią musi iść produkt.
Najbardziej wartościowe w tej dyskusji było to, że nie próbowano niczego upraszczać. Pokazano rynek takim, jaki jest – wymagający, konkurencyjny i coraz bardziej dojrzały.
Zegarki poza prezentacją
Równolegle do części merytorycznej trwała ta druga – równie istotna. Możliwość obejrzenia zegarków:
- Venezianico,
- Balticus,
- prywatnych kolekcji,
- oraz modeli, które przywieźliśmy jako PRO WATCHES.
To właśnie w takich momentach teoria schodzi na drugi plan. Zegarek trzeba wziąć do ręki. Sprawdzić proporcje. Zobaczyć detale.
I na zakończenie
Spotkanie w Mechelinkach było przykładem dobrze wykorzystanego czasu. Wartość takich inicjatyw nie leży w samej agendzie. Ta może być lepsza lub gorsza. Kluczowe jest to, co dzieje się pomiędzy punktami programu – wymiana doświadczeń, możliwość skonfrontowania opinii, bezpośredni kontakt z produktem.
Patrząc szerzej, tego typu spotkania pokazują, że polskie środowisko zegarkowe dojrzewa. Coraz mniej jest przypadkowości, a coraz więcej świadomego podejścia – zarówno po stronie twórców, jak i odbiorców.
I to jest dobry sygnał. Bo rynek, który zaczyna rozumieć sam siebie, ma znacznie większe szanse na dalszy rozwój.




